Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
znajdź książkę
katalog
newsleter
Żar
Sándor Márai
Żar
A gyertyák csonkig égnek
przekład: Feliks Netz
opracowanie graficzne: Maria Drabecka
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie VIII
2018
oprawa zintegrowana
format 123x196 mm
str. 168
ISBN 978-83-07-03437-9

– Bacz na wino – powiedział generał cicho i poufnie, jak wspólnik przestępstwa. Sam jego ton sprawił, że niania bezwiednie podeszła trochę bliżej i z poufałością członka rodziny, bądź kogoś ze służby, pochyliła głowę, by dokładniej zrozumieć słowa. – Przynieś rocznik osiemdziesiąty szósty z Pommard. I chablis, do ryby. I butelkę ze starego Mumm. Jedną z tych olbrzymich butelek. Pamiętasz?

– Tak. – Niania zamyśliła się. – Z tamtego jest tylko wytrawne. Krystyna piła półsłodkie.

– Jeden łyk – powiedział generał. – Zawsze tylko jeden łyk, do pieczeni. Nie lubiła szampana.

– Czego chcesz od tego człowieka? – spytała niania.

– Prawdy – powiedział generał.

– Dobrze znasz prawdę.

– Nie znam – powiedział głośno i nie przejmował się tym, że lokaj i pokojówka, na dźwięk jego głosu, przestali układać kwiaty i spojrzeli w górę. Po czym gwałtownie spuścili oczy i wrócili do swego zajęcia. – Kiedy właśnie prawdy nie znam.

– Ale znasz rzeczywistość – powiedziała niania ostrym, zaczepnym tonem.

– Rzeczywistość to jeszcze nie jest prawda – odparł generał. – Rzeczywistość to tylko jej ułamek. Krystyna także nie znała prawdy. Może on, Konrad, ją zna. Teraz mu ją odbiorę – powiedział spokojnie.

– Co mu odbierzesz? – spytała niania.

– Prawdę – odparł krótko. Po czym umilkł.

Kiedy lokaj i pokojówka wyszli z salonu, a oni, na górze, pozostali sami, także i niania oparła obok niego łokcie o poręcz, jakby razem oglądali jakiś widok ze szczytu góry. Powiedziała – w stronę pokoju, w którym kiedyś siedziało razem troje ludzi przed kominkiem:

– Muszę ci coś powiedzieć. Kiedy Krystyna konała, wzywała ciebie.

– Tak – powiedział generał. – Byłem tutaj.

– Byłeś tutaj i nie było ciebie. Byłeś tak daleko, jakbyś dokądś wyjechał. Byłeś w swoim gabinecie, a ona konała. Była tylko ze mną, nad ranem. Mówię to po to, żebyś wiedział, dzisiaj wieczorem.

Generał milczał.

– Zdaje się, że już nadjeżdża – powiedział i wyprostował się. – Bacz na wina, i na wszystko, Nini.

Od wejścia dał się słyszeć zgrzyt kamieni na podjeździe i turkot kół landa. Generał oparł laskę o poręcz schodów i zostawiwszy ją tam, ruszył w dół na spotkanie gościa. U szczytu schodów na moment przystanął.

– Świece – powiedział. – Pamiętasz?... Świece stołowe, niebieskie. Czy jeszcze są? Zapalcie je do kolacji... Niech się palą.

– Nie pamiętałam o tym – powiedziała niania.

– A ja tak – odparł przekornie.

Wyprostowany, w czarnym ubraniu, starczo i uroczyście, powoli schodził po schodach. Otworzyły się wielkie oszklone drzwi salonu i w ich progu, w ślad za lokajem, pojawił się stary człowiek.

– Widzisz, jeszcze raz przyszedłem – powiedział gość bardzo cicho.

– Nigdy nie wątpiłem, że tak się stanie – odparł generał równie cicho i uśmiechnął się.

Uścisnęli sobie ręce bardzo uprzejmie.

o autorze
Márai Sándor

(1900–1989), wybitny węgierski prozaik i eseista, znany polskiemu czytelnikowi m.in. jako autor Żaru, Księgi ziół, Wyznań patrycjusza, a przede wszystkim jako autor pisanego przez całe życie Dziennika, pełnego wnikliwych zapisków o otaczającym go świecie, społeczeństwie, kulturze i sztuce.

inne książki tego autora
Koszyk jest pusty
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2018 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL