Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
znajdź książkę
katalog
newsleter
Miłość w chłodnym klimacie
cena
34,00 30,60 kup książkę
Nancy Mitford
Miłość w chłodnym klimacie
Love in a Cold Climate
przekład: Aleksandra Ambros
opracowanie graficzne: Zuzanna Lipińska
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
25 maja 2018
oprawa miękka
format 123x196 mm
str. 312
ISBN ISBN 978-83-07-03414-0

Rozległy się kroki w czerwonym salonie, zatem w końcu nie usłyszeliśmy auta. Lord i lady Montdore stanęli razem przed kominkiem, kamerdyner otworzył drzwi i zaanonsował: „Pan Cedric Hampton”.

Błysk błękitu i złota przemknął po parkiecie i ludzka ważka uklękła na skórze niedźwiedzia przed Montdore’ami, wyciągając do każdego z nich białą dłoń o długich palcach. Cedric był wysokim, szczupłym młodzieńcem, gibkim jak dziewczyna, ubranym w dość jaskrawy niebieski garnitur; włosy miał złote niczym mosiężna gałka na oparciu łóżka, a jego owadzi wygląd wynikał stąd, że połowę twarzy zasłaniały mu niebieskie gogle w złotej oprawie, grubej niemal na cal.

Prezentował uśmiech nieziemsko doskonały. Odprężony i szczęśliwy klęczał tak, obdarzając tym uśmiechem każde z Montdore’ów po kolei.

– Nie odzywajcie się przez chwilę – powiedział. – Pozwólcie mi patrzeć na siebie, cudowni, cudowni ludzie.

Od razu spostrzegłam, że lady Montdore była wysoce usatysfakcjonowana. Promieniała radością. Lord Montdore rzucił jej pospieszne spojrzenie, by zobaczyć, jak ona to przyjmuje, a zobaczywszy, że obowiązuje promienny wyraz, też zaczął promieniować.

– Witaj w Hampton – powiedziała ona.

– Piękno – kontynuował Cedric, płynnie, zdawałoby się bez użycia stawów, przechodząc do pozycji stojącej. – Mogę tylko powiedzieć, że jestem nim pijany. Anglia, o tyle piękniejsza, niż sobie wyobrażałem (jakoś nigdy nie słyszałem adekwatnych opisów Anglii), ten dom, tak romantyczny, taka kopalnia skarbów, i przede wszystkim wy, dwoje najpiękniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek widziałem!

Mówił z dość dziwnym akcentem, ani francuskim, ani kanadyjskim, w którym każda sylaba otrzymywała mocniejszy nacisk niż w wymowie przeciętnego Anglika. Mówił też jak gdyby poprzez swój uśmiech, który przygasał nieco, po czym znów rozbłyskiwał, ale nigdy całkiem nie opuszczał jego twarzy.

– Nie zdejmiesz okularów? – spytała lady Montdore. – Chciałabym zobaczyć twoje oczy.

– Później, droga lady Montdore, później. Kiedy moja okropna, paraliżująca nieśmiałość (to moja choroba) całkiem przeminie. One, widzi pani, dodają mi pewności siebie, kiedy jestem straszliwie zdenerwowany, podobnie jak maska. W masce można stawić czoło wszystkiemu, chciałbym, żeby moje życie było nieustannym bal masqué, czyż nie mam racji, lady Montdore? Bardzo chciałbym wiedzieć, kim był Człowiek w Żelaznej Masce, a pan, lordzie Montdore? Czy pamiętacie, jak Ludwik XVIII po raz pierwszy zobaczył księżnę d’Angoulême po Restauracji? Nim powiedział cokolwiek, co znacie, czy to wszystko nie było okropne i w ogóle, zapytał ją, czy biedny Ludwik XVI kiedykolwiek jej powiedział, kim był Człowiek w Żelaznej Masce. Kocham za to Ludwika XVIII, tak przypomina Ktosia.

Lady Montdore wskazała na mnie:

– To nasza kuzynka i twoja daleka krewna, Cedricu, Fanny Wincham.

Ujął moją dłoń i długo wpatrywał się w moją twarz.

– Jestem zachwycony poznaniem pani – powiedział, jakby rzeczywiście był. Następnie zwróci się ponownie do Montdore’ów: – Tak się cieszę, że tu jestem.

– Mój drogi chłopcze, my się bardzo cieszymy, mogąc cię gościć. Powinieneś był przyjechać wcześniej, nie mieliśmy pojęcia, myśleliśmy, widzisz, że cały czas jesteś w Nowej Szkocji.

Cedric patrzył na wielki francuski stół sztabowy.

– Riesener – zauważył – bardzo to dziwne, lady Montdore, i trudno będzie pani uwierzyć, ale tam gdzie mieszkam we Francji, mamy identyczny, czy to nie zbieg okoliczności? Nie dalej jak dziś rano w Chèvres opierałem się o taki właśnie stół.

– Co to jest Chèvres?

– Chèvres-Fontaine, tam mieszkam, w regionie Seine-et-Ouse.

– Ale to musi być duży dom – powiedziała lady Montdore – jeśli ten stół tam się znajduje?

– Odrobinę większy, w każdym wymiarze, niż główny korpus Wersalu, i z dużo większą ilością wody. W Wersalu pozostało jedynie siedemset bouches (jak jest bouches po angielsku? wodotryski?). W Chèvres mamy tysiąc pięćset i tryskają cały czas.

Zaanonsowano kolację. Kiedy szliśmy w stronę jadani, Cedric zatrzymywał się, by przyjrzeć się różnym meblom, dotykał ich czule i mruczał:

– Weisweiller, Boulle, Caffieri, Jacob. Jak doszedł pan do posiadania tych wspaniałości, lordzie Montdore, takich ważnych egzemplarzy?

– Mój prapradziadek (twój praparapradziadek), który sam był pół-Francuzem, kolekcjonował je przez całe życie. Niektóre kupił na wyprzedażach królewskich mebli po rewolucji, a niektóre odziedziczył po rodzinie matki, Montdore’ach.

– A te boazerie! – zachwycał się Cedric – najwyższej jakości Ludwik XV. Nie ma niczego w Chèvres, co mogłoby się z tym równać. To po prostu klejnot, tak finezyjna robota.

Znajdowaliśmy się teraz w małej jadalni.

– Też je przywiózł i zbudował wokół nich dom. – Lordowi Montdore entuzjazm Cedrica sprawiał wyraźnie wielką przyjemność, sam przepadał za francuskimi meblami, ale rzadko znajdował w Anglii kogoś, kto podzielałby jego gust.

– Porcelana z monogramem Marii Antoniny, zachwycające. W Chèvres mamy miśnieński serwis, który przywiozła ze sobą z Wiednia. Mamy wiele pamiątek po biednej Marii w Chèvres.

– Kto tam mieszka? – zapytała lady Montdore.

– Ja – odparł niedbale – kiedy chcę wyjechać na wieś. W Paryżu mam przepiękny apartament, tak Ktoś wyobraża sobie niebo. – Cedric bardzo często używał słowa ktoś, które wymawiał ze szczególną emfazą. Lady Montdore zawsze chętnie posługiwała się słowem ktoś, ale wymawiała je zupełnie inaczej. – Pierwsze piętro hotelu Pomponne, widzieliście? Najczystszy Ludwik XIV. Malutki, wiecie, ale jest wszystko, czego potrzeba, to znaczy sypialnia i salon. Musi pani przyjechać do mnie, lady Montdore, będzie pani mieszkać w mojej sypialni, która jest z wygodami, a ja w salonie. Proszę mi obiecać, że pani przyjedzie.

– Zobaczymy. Osobiście nigdy nie lubiłam za bardzo Francji, ludzie są tam tacy frywolni. O wiele bardziej wolę Niemców.

– Niemców! – wykrzyknął Cedric, przechylając się przez stół i wpatrując się w nią przez swoje gogle. – Frywolność Niemców przeraża nawet Ktosia. Mam w Paryżu przyjaciela Niemca i zapewniam, lady Montdore, że bardziej frywolna istota nie istnieje. Ta frywolność przyprawiła mnie o niejeden atak serca.

– Mam nadzieję, że teraz poznasz odpowiednich angielskich przyjaciół, Cedricu.

– Tak, tak, bardzo bym tego chciał. Ale mam prośbę, czy moją główną angielską przyjaciółką może być pani, droga, najdroższa lady Montdore?

– Myślę, że powinieneś nazywać nas ciocią Sonią i wujem Montdore.

– Naprawdę mogę? Co za czarująca uprzejmość, jaki szczęśliwy jestem, że tu jestem, wydaje się, ciociu Soniu, że rozsiewasz wokół siebie szczęście.

– Owszem. Żyję dla innych. Myślę, że to dlatego. Tylko smutne, że ludzie nie zawsze to doceniają, ponieważ sami są straszliwymi egoistami.

– O tak, czyż nie są egoistami? Ja też przez całe życie jestem ofiarą egoizmu innych. Ten przyjaciel Niemiec, o którym właśnie wspomniałem, nie do pojęcia, co to za egoista. Ileż cierpień człowiekowi przysparza!

– To mężczyzna, tak? – To chyba ucieszyło lady Montdore.

– Chłopak nazwiskiem Klugg. Mam nadzieję całkiem o nim zapomnieć podczas pobytu tutaj. Lady Montdore, najdroższa ciociu Soniu, po kolacji chciałbym, żebyś uczyniła mi wielką, wielką łaskę. Proszę, włóż swoje klejnoty, żebym mógł zobaczyć, jak w nich błyszczysz? Tak marzę o tym.

– Doprawdy, mój drogi chłopcze, one są zamknięte w skarbcu.

o autorze
Mitford Nancy

(1904−1973), angielska powieściopisarka, dziennikarka i biografka, pochodziła z rodziny arystokratycznej i była najstarszą z sześciu sióstr, w swoim czasie sławnych w londyńskiej socjecie, dzięki m.in. wyznawaniu radykalnych poglądów politycznych − od faszyzmu do komunizmu. Sama jednak sławę zawdzięcza głównie pisarstwu.

W przygotowanej przez „Czytelnik” trylogii dała barwny portret ziemiańskiej rodziny. Portret ironiczny i nostalgiczny zarazem, który został napisany na kanwie wspomnień autorki z okresu międzywojennego, II wojny światowej i czasów bezpośrednio po niej. 

inne książki tego autora
polecamy
Koszyk jest pusty
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2018 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL