znajdź książkę
katalog
newsleter
Diavolina
31,00 zł
cena
27,90 zł
w promocji
Kup książkę
György Spiró
Diavolina
Diavolina
przekład: Irena Makarewicz
opracowanie graficzne: Piotr Gidlewski
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
maj 2017
oprawa miękka
format 123x196 mmm
str. 212
ISBN 978-83-07-03413-3

Gorki miał już rodzinę, gdy zeszli się z moją panią, i mieszkał w Jałcie, z żoną, Kateriną Pawłowną, z synem Maksymem i z córką Katią. Alosza[1] ich zostawił, a do nowego gospodarstwa przywiózł tylko swojego służącego, Zachara Wasiljewicza Seliwierstowa. Nie sądzę, by moja pani domyśliła się, że zakochałam się w jej lubym, a nawet gdyby się domyśliła, niewiele by ją to obeszło. Chcieli mieć zabezpieczenie, żeby służąca nie porzuciła ich po tym, co zaszło, toteż wydali mnie za mąż za Zachara, którego nie kochałam, jednak znosiłam wszystko z godnością. Rewolucjoniści swatali swoich służących dokładnie tak samo jak panowie chłopów pańszczyźnianych i jeszcze byli z siebie dumni, że tak dobrze ich traktują. Urodziłam Zacharowi dziecko, po kilku latach oboje zamknęli powieki tego samego dnia. Nigdy nie policzono, ile setek tysięcy ludzi zabrała u nas hiszpanka. Gdybym była wierząca, mogłabym pomyśleć, że mąż i syn zmarli z powodu moich grzesznych pragnień, ale ja nie byłam osobą wierzącą i nie zostałam nią nawet po ich śmierci.

            Jeszcze nie miałam okazji spotkać Aloszy, a już ze wszystkich stron dochodziło mnie, że to talent pobłogosławiony przez Boga. Wreszcie przychodzi ktoś z ludu. Bardziej obiecujący niż Dostojewski, Tołstoj, Czechow i Mierieżkowski razem wzięci. W jego osobie to sam lud puka do drzwi literatury rosyjskiej. Jako uosobienie literatury rosyjskiej - do drzwi literatury światowej! W rosyjską ociężałość, zastój z impetem wpada wreszcie XX wiek! To właśnie słyszałam od arystokratów, od demokratów, od żon przemysłowców, od narodników, od krytyków - wszyscy byli szczęśliwi, że nadszedł wreszcie ten, którego wyczekiwali.

Pierwsze jego opowiadanie, jakie przeczytałam, Makar Czudra, to głupia, wydumana, romantyczna bajka, o czym zresztą powiedziałam Marii Fiodorownie, na co ona odrzekła: „Nie szkodzi, kiedyś jeszcze napisze też coś lepszego”. Minęło wiele lat, nim wzięłam do ręki jakiś nowy utwór Gorkiego, ale prawdą jest, że musiałam oglądać jego sztuki, bo wystawiał je w Teatrze Artystycznym, w którym grała Maria Fiodorowna, moja dobrodziejka. Druga diwa, Olga Knipper, upatrzyła sobie Czechowa, zaś moja pani, żeby nie pozostać w tyle, upatrzyła sobie Gorkiego. Czechow też chorował na gruźlicę, ale był już stary, miał czterdzieści lat, a Gorki tylko trzydzieści.

W Aloszy wszystko było fałszem, i to, co pisał, i to, co mówił, i nawet to, jak się ubierał. Miał ryże krzaczaste wąsy, włosy z przedziałkiem na środku, zaczesane na uszy. Nosił kapelusz z szerokim rondem, buty z wysokimi cholewami, w które wpychał szare pantalony, miał też szytą na zmówienie jedwabną gimnastiorkę[2] z wysoką stójką, skośnie zapinaną z boku, i kaukaski skórzany pas. W tym przebraniu, które sam sobie wymyślił, czuł się źle, a wyglądał jak jakiś zamożny chłop, który wybiera się do fotografa, żeby zrobić sobie zdjęcie. Ilekroć przychodziło mu stanąć obok kobiety, zawsze garbił się nieco, jakby ze wstydu, że jest wysoki, choć przecież wcale nie był wysoki, tylko wywoływał takie wrażenie właśnie na skutek przygarbienia, i grał uległego samca. No i samice nabierały się na to, jedna za drugą. Palił fajkę, machorkę, pił, tańczył, śpiewał, całkiem się podobał drobnomieszczanom, arystokratom i socjaldemokratom, którzy zawsze odczuwają wyrzuty sumienia w stosunku do tak zwanego ludu, o którym nikt nie wie, co to właściwie jest ten lud, ale na pewno przynależą do niego biedacy. Wyższe sfery uwielbiają rozpieszczać takiego prostaka z ludu, a jeśli ów osobnik jest ostrożny, swoją rolę gra wystarczająco dobrze i nie łamie mieszczańskiej etykiety, to pod płaszczykiem odtwarzania tej wepchniętej mu kreacji może znaleźć schronienie nawet na całe dziesiątki lat, niech się dzieje co chce, niechby tymczasem wybuchła wojna światowa, wojna domowa czy rewolucja. Zwłaszcza Żydzi uwielbiają plebejuszy, a z Gorkim mieli większe szczęście niż z pozostałymi rosyjskimi pijakami. Alosza naprawdę ich kochał, powtarzał, że w młodości jedynie od Żydów spotkało go coś dobrego, podczas gdy Rosjanie go tylko bili. Nigdy nie spotkałam drugiego takiego filosemity.

Kiedy ujrzałam go po raz pierwszy, obwąchał mnie nieufnie, przy tym powieki rozsunął ledwie na szparkę, tak że nawet nie od razu zauważyłam, jak bardzo niebieskie są jego oczy. Od dawna wiedział, że mieszczuchów z łatwością owija sobie wokół palca, w służących natomiast podejrzewał wroga - służący mają dobry węch i potrafią go przejrzeć. Miał rację, lud rzeczywiście jest podły. Ja byłam służącą, czyli wrogiem. Nigdy nie znałam nikogo, kto aż do tego stopnia nienawidziłby ludu, z którego ponoć wyszedł i który ponoć reprezentował. Pierwsze wrażenie, jakie na mnie zrobił, było takie, że się pcha, stara, ze wszystkich sił, prze w górę, rozpycha łokciami, wdzięczy, umizguje; wiercił się i kręcił jak jakaś kurwa, mówił brednie, wyraz jego twarzy wydał mi się wyzywający, i zakochałam się w nim.

            Polował na starsze kobiety, które mogły być mu pomocne w karierze, i żeby je zadowolić, wyczarowywał sobie na twarzy, na tych mięsistych wargach, pod tymi krzaczastymi brwiami, jak u człowieka pierwotnego, chłopięcy urok i powściągliwą kapryśność. Kiedy rozmawiał z kobietą, obniżał tembr głosu, gruchał przymilnie, po tym można było poznać, że tę kobietę chce. A każdą chciał, ten picuś. Przeszło mi przez myśl, żeby powiedzieć mojej pani, niech ma się na baczności przed tym sztucznym wieśniakiem, ale w końcu nie powiedziałam, moja dobrodziejka była doświadczoną niewiastą, cała Moskwa leżała u jej stóp, uwielbiali ją milionerzy, jej kochankiem był akurat Sawwa Morozow, który potem stał się dobrym przyjacielem Aloszy. Wiele razy odprowadzałam moją panią do pałacu Sawwy, przez co żona Morozowa, dopóki żyła, jej wręcz nienawidziła. Sawwa był we wszystkim przeciwieństwem Aloszy. Nie znalazłam w nim nawet cienia fałszu, a choć i on pochodził z nizin, był duszą czystą, prostolinijną - co miał na sercu, to i na języku, nawet samemu carowi mówił, co myślał, i nie przestawał rzucać w twarz milionerom, jak bardzo są podli. Niespecjalnie też go oni lubili. Nienawidził caratu i pogardzał Europą Zachodnią, tak naprawdę powinien był przyjaźnić się z Czechowem. Wszystko zbierał i gromadził w tej swojej łysej tatarskiej głowie. Pamięć miał podobnie zdumiewającą jak Alosza, jednak dużo szybciej od niego myślał i tak trajkotał, że czasem nie można było za nim nadążyć. Nie bawiło go zarabianie pieniędzy, uznawał to za zbyt łatwe, zajmował się dobroczynnością, jeśli tylko dostrzegał, że ma ona sens. Za to właśnie rodzina kazała go zabić - jej członkowie mieli dość tego, że trwoni ich dziedzictwo, do którego oni sami niczym się nie przyczynili - a potem rzuciła podejrzenie na Krasina, który jako ostatni był u Sawwy w Cannes. Oficjalnie zaś Morozow popełnił samobójstwo.

Moja pani była doświadczoną kobietą, a mimo to wpadła w sidła Aloszy, albo raczej na odwrót, to ten sztuczny wieśniak nie okazał się dostatecznie mądry.

 



[1]
Prawdziwe nazwisko Gorkiego toAleksiej Maksimowicz Pieszkow.

[2]Rosyjska bluza wojskowa, skrojona jak rubaszka, używana jako odzież wierzchnia.

o autorze
Spiró György

Györgyo Spiró ( ur. 4 kwietnia 1946 w Budapeszcie), prozaik, dramatopisarz, eseista, tłumacz.

inne książki tego autora
polecamy
Koszyk jest pusty
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2017 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij