znajdź książkę
newsleter
Baronowa Blixen
33,00 zł
cena
24,75 zł
w promocji
Kup książkę
Dominique de Saint Pern
Baronowa Blixen
Baronne Blixen
przekład: Bogdan Baran
opracowanie graficzne: Lijklema Designe. Karolina i Hans Lijklema
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
pażdziernik 2016
oprawa miękka
format 123x196 mmm
str. 320
ISBN 978-83-07-03389-1

Harmider przy barze przyciągnął ciekawskich. Sala była teraz wypełniona ludźmi. Denys uśmiechał się, szczęśliwy, że tam jest. Jeśli raz ją pokochacie, Afryka już was nie wypuści.

Berkeley uniósł szklankę z błyskiem w oku.

– Za odważnych, za bojowników, za hulaków!

Przerwały mu krzyki Brora Blixena.

– Ej, za hulaków? Na Boga! Mój przyjaciel Erik nie ma w sobie nic z hulaki, zapewniam was!

Ruchem głowy wskazał swojego kompana:

– Ten biedny czort jest zakochany w mojej żonie, co koniec końców uważam za sympatyczne… Problem w tym, że urzekł ją, opowiadając jej o islamie od rana do wieczora. Wydaje się, że te bzdury ją pasjonują. Musiałem temu położyć kres! I stanowczo: żadnego wspominania o Mahomecie między południem a czwartą w moim domu, powiedziałem baronowej!

Zakończył tyradę szturchnięciem nieszczęśliwca, który zrobił się już purpurowy. Na koniec ów Erik dołączył do wspólnej zabawy.

Ta scena wzbudziła w Denysie zażenowanie. Nie znał baronowej, ale jej mąż wydał mu się zbyt zuchwały. Berkeley Cole szepnął mu do ucha:

– Erik ma bzika na tym punkcie. Lepiej by się Blix zajął żoną, zamiast biegać za spódniczkami. Robi safari z klientami, których małżonki mają… powiedzmy… temperament rozchwiany przez tropiki. Te biedaczki nudzą się śmiertelnie w buszu. Blix tylko chodzi i zbiera żniwo. W tym czasie baronowa zajmuje się ich plantacją kawy.

Silny głos Delamere’a zagłuszył zwierzenia Cole’a. Z zadowoloną miną stary D. frunął na ratunek baronowej Blixen.

–No już, Blix! Masz zdumiewającą żonę. Wszystkich nas zadziwiła. I muszę powiedzieć, że choć znam wiele kobiet, tylko nieliczne by jej dorównały!

Pomruk aprobaty towarzyszył uniesieniu szklanek. Jako wielki amator śmiałych wyczynów Delamere nie potrafił oprzeć się opowiedzeniu tej historii. Rozsiadł się w fotelu i zaczekał z rozpoczęciem, aż wszystkie spojrzenia zwrócą się ku niemu.

–  Od sierpnia 1914 roku Blix i ja patrolowaliśmy, również z niektórymi spośród was, południową granicę. Szybko zabrakło nam pożywienia i amunicji. Blix wysłał wiadomość do żony z prośbą o przysłanie czterech wozów z ładunkiem…

– Chciałem, żeby zatrudniła na podróż jakiegoś białego – kontynuował Bror. – Niestety, w przeddzień wyjazdu chłopak z Afryki Południowej został aresztowany. Wywiad podejrzewał go o szpiegostwo na rzecz Niemców.

– Baronowa przejęła inicjatywę od razu, zastąpiła tamtego – dopowiedział Delamere.

Przerwał, by upić trochę whisky i wzmóc napięcie.

– 14 sierpnia, jak pamiętacie, byliśmy na froncie, a władze chciały zapewnić ochronę naszym żonom przez przeniesienie ich do ściśle strzeżonego obozu. Baronowa wybrała ucieczkę! Ona więc właśnie na czele dwudziestu pięciu Kikuju i Somalijczyków, którym zawsze najtrudniej się dogadać, i czterech wozów zaprzężonych w szesnaście wołów każdy… Wyobrażacie sobie tę wędrowną spiżarnię? A dzikie zwierzęta i orły na wojennej stopie? Co tam, baronowa wyruszyła przez rezerwat Masajów. Miejsce niespecjalnie przyjazne dla białych, a tu jeszcze młoda mężatka prosto z Danii…

Przerwał ponownie, sprawdzając, czy tłum faktycznie zawisł na jego wargach. Bror skorzystał z okazji i podjął opowiadanie:

– Drogi D., zapomniałeś powiedzieć, że kiedy władze aresztowały Południowoafrykańczyka, to robiły to samo z jego mułem… Moja żona zaczęła więc wyprawę pieszo z krótką przerwą na rower, który udało się Farahowi zdobyć. Jestem pewien, że jej chart Dusk szedł razem z nią.

– Potem Somalijczycy znaleźli dla niej konia – podjął Delamere. – Ich podróż trwała trzy miesiące, w strasznych warunkach, panowały susza i upału, możecie to sobie wyobrazić. Ale ona posuwała się naprzód, krok po kroku, nawet nie myśląc o tym, że mogłaby nie dotrzeć do celu. Niemcy mogli pojawić się w każdej chwili. Podobnie jak Masajowie, gotowi, jak się wydawało, zmienić sojusznika z byle powodu.

Rzucił okiem na zgromadzonych.

– Kilku z was było tamtego dnia w obozie. Pamiętamy jej przybycie, nieprawdaż?

Zanurzony w fotelu Denys Finch Hatton wyobraził sobie kobietę z taborem, jak wkracza na teren obozu wojskowego. Widział oniemiałych mężczyzn zwracających się ku niej i ją samą sunącą wśród szpaleru niemego podziwu, na skraju wyczerpania, ledwie trzymającą się w siodle. Skołtunione włosy, spalona słońcem twarz, ciało zlane potem, pokryte pyłem i piaskiem, niewidzące spojrzenie – poruszała się w rytm miękkich trzasków biczy, wiodąc za sobą swoich ludzi i znużone woły. Denys uśmiechnął się. Ach! Chętnie by zobaczył, jak ta młoda baronowa wdziera się do ich małego klubu skupiającego samych macho!

– Co za odwaga! – powiedział Delamere.

Następnie zwrócił się do Blixena:

– Blix, pamiętasz pierwsze słowa, jakie skierowałeś do swojej znakomitej małżonki?

Baron próbował usilnie, ale nie mógł sobie przypomnieć…

– Tanne! Zmieniłaś fryzurę?

Śmiech wstrząsnął masywnym korpusem D.

– Wyobrażam sobie, że był to jedyny odpowiedni sposób, w jaki mogłeś publicznie wyrazić jej swoje uwielbienie!

Wśród wyrażającego podziw gwaru, który teraz wybuchł, Delamere zaproponował toast na cześć baronowej. Oparty plecami o kontuar baru, Bror pozostał jednak zamyślony, ze wzrokiem zatopionym w dal.

– Tanne ma odwagę wojownika. Nieposkromioną odwagę. Po kim? Po ojcu, jak sądzę. Święty człowiek.

 Zaciągnął się papierosem i wpatrzył w jego rozżarzony koniec.

– Ona nie robiła z tego wielkiej sprawy! O spotkaniu z dwoma rozwścieczonymi lwami opowiedziała mi dopiero po kilku miesiącach… Często wydawało mi się, że ma wśród przodków jakiegoś gladiatora.

Słynna historia z lwami nie mogła im umknąć. Zebrani domagali się opowiedzenia jej. Ze szczegółami. Bror wdzięcznie spełnił prośbę:

– Podczas tej wyprawy jeden wóz utknął na głazie. Oczywiście, wszyscy zebrali się przy kole, każdy miał jakąś radę, wiecie, jak to jest… kakele bez końca i nic się nie dzieje. Krótko mówiąc, dwa plądrujące okolicę lwy skorzystały z okazji i rzuciły się na wołu. Nikt nic nie zauważył oprócz Tanne. Zdążyła tylko chwycić bicz i tłukąc nim ze wszystkich sił, odpędziła je w końcu od stada. Uwierzycie?

Wrócił do swojej szklanki, maskując wzruszenie żartem:

– I pomyśleć, że sześć miesięcy wcześniej zastanawiała się, jak sobie poradzi bez pokojówki!

Zebrani zarechotali, później rozmowy pobiegły swoim torem.

Ta opowieść wywarła silne wrażenie na Denysie. Znał busz i jego niebezpieczeństwa. Zafascynowany, wyobrażał sobie przerażenie paraliżujące mózg tej młodej kobiety. Grudki ziemi wzbijające się pod razami rzemienia. Podzielał jej furię. Wyobrażał sobie też wściekłość dwóch dzikich bestii i ich żółte ślepia wpatrzone w żer, szacujące siłę, inteligencję, odporność kobiety, poszukujące luki pozwalającej przedostać się do jej ciała, rozedrzeć je.

Lecz ona nie pozwoliła im skoczyć, zrobić użytku z pazurów i kłów.

Kim była? Skąd czerpała tę niezwykłą siłę?

Denys obserwował rozmarzenie na twarzy Brora. Uznał, że Blixen może i jest kobieciarzem, ale za to niezwykle zakochanym w swojej żonie.

o autorze
de Saint Pern Dominique

polecamy
Koszyk jest pusty
53,00 zł
Ryszard Kapuściński
13,30 zł
Jerzy Giedroyc, Czesław
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2017 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij