Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
znajdź książkę
katalog
newsleter
Salon Wiosenny
cena
10,00 kup książkę
György Spiró
Salon Wiosenny
Tavaszi Táriat
przekład: Irena Makarewicz
opracowanie graficzne: Wiesław Rosocha
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
maj 2016
oprawa miękka
format 123x197 mm
str. 324
ISBN 978-83-07-03381-5

Nie zaszkodzi, jeśli na kilka dni przed wybuchem rewolucji człowiek pójdzie do szpitala, zostanie tam aż ją stłumią, a w okresie represji spokojnie będzie dochodził do zdrowia – u siebie w domu. W ten sposób los uchroni go przed podjęciem złej decyzji w tych krytycznych dniach, co więcej, ustrzeże go przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, zatem ci, którzy decydują o życiu innych, nie będą mogli podjąć złej decyzji odnośnie do jego osoby ani w trakcie rewolucji, ani po jej stłumieniu.

Drugiego września bohater naszej opowieści, inżynier mechanik Gyula Fátray, skończył czterdzieści sześć lat, a wczesnym rankiem w środę, siedemnastego października, po całodniowej głodówce, poszedł do szpitala. Tam, na miejscu, jeść już mu nie dali, jedynie coś do picia. Rano, w południe i wieczorem zrobiono mu solidną lewatywę, zaś następnego dnia, osiemnastego października, doktor Zoltán Kállai, kuzyn drugiego stopnia ze strony żony, zoperował go.

Ból występujący przy oddawaniu pierwszego stolca po usunięciu hemoroidów porównuje się do bólów porodowych, wskazane jest, by ten pierwszy raz wypróżnić się w szpitalu, ponieważ mogą pojawić się komplikacje. Nasz bohater przeszedł przez to w czwartej dobie po zabiegu, w poniedziałek. Adiunkt Kállai go pochwalił i powiedział, że za dwa dni będzie mógł już wrócić do domu.

Jednak w środę nie mógł wyjść ze szpitala, ponieważ dzień wcześniej, po popołudniu, wybuchła rozróba.

Wszystkich ewakuowano do piwnicy, tam też od razu transportowano rannych przynoszonych z ulicy. Z punktu widzenia taktyki działań militarnych położenie szpitala św. Rocha[1] nie jest szczęśliwe. Zbudowany wcześniej niż pięcio-, sześciopiętrowe kamienice czynszowe, wystaje z linii zabudowy ulicy Rakoczego. […]

Podczas drugiej wojny światowej w budynek trafiło mnóstwo pocisków; to wtedy po raz pierwszy zorganizowano w jego podziemiach polową salę operacyjną. Na remont generalny zabrakło pieniędzy, odbudowano jedynie zbombardowaną kaplicę. Ślady po pociskach z czasów drugiej wojny światowej widać było na długiej ścianie od strony Teatru Narodowego jeszcze jedenaście lat później.

Tym razem do tej części budynku szpitala, która wystawała z linii zabudowy ulicy, z taką samą pasją strzelano zarówno od strony dworca Keleti, jak i od strony wysadzonego podczas wojny, zardzewiałego korpusu mostu Elżbiety, ze stanowisk umieszczonych na pętli tramwajowej. Ranni nieustannie twierdzili, że to Węgrzy strzelają do Węgrów, w co chorzy i większość lekarzy nie chcieli wierzyć.

Jak to – Węgrzy do Węgrów? A nie Rosjanie do Węgrów?

Trzydzieści metrów od szpitala, przed Teatrem Narodowym ludzie rozwalają na kawałki pomnik Stalina! No nie! Jak tam trafił z ulicy Györgya Dózsy? Przyfrunął? Ależ tak, wysadzili go i aż tam doleciał! Przynosili do szpitala mniejsze i większe odłamki brązu, że to niby z rąk, uszu czy nosa idola.

Nie do wiary!

Z Bulwaru[2] ostrzeliwują Teatr Narodowy, a przecież ten gmach nie wystaje z żadnej linii zabudowy. Atakują też siedzibę gazety „Wolny Lud”[3], splądrowali już drukarnię na pierwszym piętrze. Paternoster stanął, rozrąbali paździerzową ściankę pomiędzy przedziałem do ruchu w górę i w dół.

Huczały strzały z broni, nad głowami chorych wszystko trzeszczało i trzaskało. Choć dyrekcja szpitala tego zabraniała, co odważniejsi pielęgniarze i pacjenci szli na parter i na pierwsze piętro, żeby przez słuchawki radioodbiornika, zwisające ze ścian u wezgłowia łóżek, posłuchać stacji Kossutha, jedynej, którą dawało się złapać i która nieoczekiwanie zyskała nazwę Wolne Radio Kossuth. Przynoszący wieści referowali stojące ze sobą w sprzeczności polecenia partii i rządu, mówili też, że poza tym nieprzerwanie nadawana jest muzyka poważna. Od czasu do czasu odbiór się urywał, brakowało prądu, piwnicę oświetlano lampami naftowymi, kagankami i świeczkami; w takich to warunkach przeprowadzano operacje.

We wtorek wieczorem Gyula Fátray akurat siedział na łóżku z czarnymi dzięki galwanizacji słuchawkami na głowie i jadł kolację – już mógł siedzieć, a to nie byle co – gdy usłyszał odgłosy strzałów, dobiegające zarówno od strony ulicy Sándora Bródyego, jak i z radia. Nie chciał wierzyć żadnemu ze swoich uszu, a kiedy uwierzył, poczuł się obrażony. O tym przecież nie było mowy, żeby miał przeżywać od początku do końca jeszcze raz jakąś wojnę. Ludzie wokół niego drżeli ze strachu albo się cieszyli. On popadł w rozpacz. Razem z tymi, którzy byli cali, nosił do sutereny chorych w poważnym stanie, a także łóżka, szafki nocne i materace. Dobrze mu zrobił ten wysiłek fizyczny – póki dźwigał, nie musiał myśleć.

Doktor Kállai latał niczym wiatr i za każdym razem, gdy przebiegał obok, krzyczał na niego.

– Gyuszi, nie rób tego, zaczniesz krwawić! – ostrzegał, po czym pędził dalej, aż furkotały poły jego białego fartucha.

Nim przyszedł środowy wieczór, nasz bohater oczywiście dostał gorączki. W czwartek, dwudziestego piątego października, doktor Kállai, przycisnąwszy ucho do pleców i klatki piersiowej pacjenta, stwierdził zapalenie płuc.

– Mój Gyusziko, nawet mowy nie może być o tym, żebyśmy cię wypuścili do domu! Musisz to wyleżeć.

– Wyleżę w domu.

– Cała ulica Rakoczego i cały Bulwar są pod ostrzałem! – zawołał doktor Kállai. – Ja też nie mogę iść do domu! Do każdego, kto tylko wychyli nos, strzelają serią!

Adiunkt Kállai mieszkał kilka kroków od szpitala, naprzeciwko kina Uránia, a od wtorku wieczorem nie był w domu. Z żoną utrzymywał kontakt telefonicznie. To zdumiewające, jeśli w mieście, w którym trwa wojna, działa telefon – w Peszcie działał.

 

 



[1]
Węg. Rókus Kórház – szpital, który jeszcze pod koniec XVIII w. został dobudowany do przytułku dla biednych pod wezwaniem św. Rocha; początkowo nosił nazwę Peszteński Szpital Publiczny. W czasie II wojny światowej uległ zniszczeniu w 40 procentach. Od 1952 r. oficjalnie nazywał się Szpital Rady Narodowej Komitatu Peszt im. Semmelweisa.

[2]Węg. Körút

[3]Węg. „Szabad Nép” – organ partii komunistycznej w latach 1942–1956; od listopada 1956 r. zastąpiony przez „Népszabadság”

(„Wolność Ludu”).

 

o autorze
Spiró György

Györgyo Spiró ( ur. 4 kwietnia 1946 w Budapeszcie), prozaik, dramatopisarz, eseista, tłumacz.

inne książki tego autora
polecamy
Koszyk jest pusty
10,00
György Spiró
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2019 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL