znajdź książkę
katalog
newsleter
Cztery pory roku
35,00 zł
cena
Kup książkę
Sándor Márai
Cztery pory roku
A négy évszak
przekład: Feliks Netz
opracowanie graficzne: Maria Drabecka
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
sierpień 2015
oprawa zintegrowana
format 130x205mm
str. 288
ISBN 978-83-07-03367-9

Plan pracy

Damy rozmawiają o swoich służących. Powiedziały wszystko, co zwykło się mówić w takich razach; zaczynając od tego, że „właściwie mają wszystko”, a kończąc na tym, że „w istocie są opłacanymi wrogami”. Jedna z dam, wyliczając socjalne przywileje swojej służącej, stopniowo podnosząc głos, powiedziała:

– … i ponadto dwa razy dziennie może korzystać z windy.

 

Północne światło

W nocy horyzont zaczyna promieniować wiązkami płomieni koloru purpury, jakby nadeszła ostatnia godzina, kiedy otwierają się trumny, szkielety ustawiają się rzędem, na niebie zapalają się Znaki, rozlega się głos rogu i trzeba odpowiedzieć na ostatnie pytania. Stałem na rogu alei Małgorzaty i czekałem na sygnał rogu. „Będzie wojna!” – mówili nocni włóczędzy.

– Cóż na to mogę odpowiedzieć? – myślałem. – Czekałem na śmierć i czekałem na radość. Radość przyszła w innej postaci, niż się spodziewałem, miała inny smak, inny sens, niż sobie wyobrażałem. Prawdopodobnie śmierć też będzie inna. Na próżno się przygotowywałem, mój aniele, na próżno grozisz mi mieczem; nie umiem odpowiedzieć inaczej niż tylko tak, iż nic na to wszystko nie poradzę.

– Przeciwnie! – mówi anioł surowym głosem. – Płonąłeś nie dość mocnym ogniem! Rozumiesz?

– Miałem się palić? – zapytałem; i naraz zrozumiałem, że ma rację.

– Palić, palić! – mówi przerażającym głosem. – Palić, spalać się, w życiu, w radości, w wierze, w namiętności. A teraz idź do piekła i pal się wiecznie!

Tak powie, myślałem. I wtedy nadjechał tramwaj.

 

Przedmioty

Posiadam jedną sztukę doskonałej belgijskiej broni myśliwskiej; ale nie chodzę na polowania. Mam słownik hiszpański, ale nie umiem mówić po hiszpańsku. Mam frak, ale ostatni raz miałem go na sobie przed dziesięciu laty i już nawet nie potrafię sobie wyobrazić, z jakiej okazji mógłbym go włożyć. Mam globus, ale już nie podróżuję. Mam cynowy kałamarz z czasów Rakoczego, ale nigdy go nie używam; w kawiarni proszę o pióro i atrament. Mam stojak na fajki z pełnym wyposażeniem, z piankowymi fajkami koloru kasztanowego, z sitkiem na tytoń, ale nigdy nie paliłem i nie palę fajki. Ilekroć te przedmioty wpadną mi w ręce, z zakłopotaniem stwierdzam, że doskonale przygotowałem się do życia, jakiego w żadnym stopniu nie pragnę.

 

Bez

Szedłem ulicą, gdy w chemicznie czystym, bezwonnym zimowym powietrzu nagle uderzył mnie zapach bzu. To doznanie jest wyłącznie złudzeniem, zwodzeniem samego siebie; bzu nie ma i być nie może, ani blisko, ani daleko, nigdzie tej nocy. Bukiet bzu, którego intensywny zapach płynie do mnie w tej chwili, kwitnie jedynie w moich wspomnieniach. Pamięć także ma swój klimat, swoją faunę iflorę. Klimat ten nie jest wcale umiarkowany.Jest pełen skrajności. Prawdziwa jesień nigdy nie jest tą, którą właśnie teraz przeżywamy, lecz inną, złotowłosą, dojrzałą do śmierci i wspaniałą, jaką wspominamy wiosenną porą.

 

Grzech pierworodny

Grzechem pierworodnym jest, jeśli pisarz pozostaje leniwy, osłabiony lub obojętny, kiedy jednym pociągnięciem pióra, zamianą przydawki lub interpunkcji mógłby pomóc zdaniu, wzmocnić jeden zwrot, uczynić go bardziej ludzkim, prawdziwszym i wierniejszym – i dobrze o tym wie. Ale czasem jest na to zbyt leniwy, zmęczony albo cyniczny. „Tak też będzie dobrze!” – myśli; i pisze dalej. To jest grzech, którego pisarz nigdy sobie nie wybaczy. To grzech pierworodny. Biblia ma to swoją formułę: „Lenić się do dobra”.

 

 Kostium

Pójść na ostatni bal karnawałowy, w kostiumie, powiedzmy, pisarza. Nagle pomiędzy Kucharzem, Markizem i Astrologiem pojawiłby się Pisarz. „O! – orzekliby zawiedzeni tancerze. – Wygląda całkiem jak człowiek”.

 

Śnieg

Jest coś w zimie, co przypomina dzieciństwo bezpośrednieji boleśniej niż inna pora roku. W szaroniebieskim kolorze śniegu, w zmierzchu wstępującym do pokojów, w surowym, kręcącym w nosie zapachu pieca, we wszystkim jest coś intymnego i na zawsze utraconego. To wspomnienie wywołuje dreszcze. Obraz dzieciństwa zimową porą jest jak puste, opuszczone mieszkanie, z którego wyprowadzili się wszyscy, których kochamy, mieszkanie, z którego wyniesiono meble i którego już nie trzeba ogrzewać.

inne książki tego autora
Koszyk jest pusty
26,40 zł
Thomas Bernhard
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2017 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij