Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
znajdź książkę
katalog
newsleter
Dlaczego zginął Karl von Spreti
cena
26,00 18,20 kup książkę
Ryszard Kapuściński
Dlaczego zginął Karl von Spreti
opracowanie graficzne: Andrzej Heidrich
seria: Ryszard Kapuściński
wydanie I w tej edycji
2010
oprawa twarda
format 123x196 mm
str. 104
ISBN 978-83-07-03222-1

Ruch partyzancki narodził się w Gwatemali jesienią 1960 roku. 13 listopada w Głównej Kwaterze armii w stolicy Gwatemali grupa oficerów buntuje się przeciw rządom generała Ydígorasa. Na czele tej grupy stoi pułkownik Rafael Pereira. Pułkownik zabija dwóch innych pułkowników, którzy próbują stawiać mu opór, robi się zamieszanie, rebelianci porywają kilka jeepów, jeden czołg i uciekają ze stolicy. Zbuntowana kolumna dociera do Zacapy, gdzie bez jednego strzału zajmuje koszary garnizonowe. Po tym zwycięstwie jedzie dalej na wschód i zdobywa główny port gwatemalski na Atlantyku – należący zresztą do United Fruit – Puerto Barrios. Ydígoras ogłasza, że jest to inwazja Kuby na Gwatemalę, okręty wojenne USA płyną do Puerto Barrios, pułkownik Pereira ucieka do Meksyku i po trzech dniach bunt zostaje stłumiony. Ale kilku młodszych oficerów z grupy Pereiry postanawia nie składać broni i chroni się w pobliskich górach. Na czele tego oddziałku stoi porucznik Yon Sosa i podporucznik Turcios Lima. Obaj kończyli amerykańskie szkoły walki z partyzantką. Pierwszy – w Panamie, drugi – w Fort Bennigs, Georgia.
Wkrótce po owym buncie światek stołeczny zajął się swoimi sprawami i o młodych porucznikach zapomniano. W Ameryce Łacińskiej jest rzeczą zwyczajną, że jeśli grupie oficerów przewrót nie wyjdzie, jadą za granicę albo uciekają do lasu, a potem, kiedy emocje już opadną, wracają do koszar i znowu po jakimś czasie zaczynają obmyślać kolejny przewrót: po to w końcu ci oficerowie są.
Tymczasem oddziałek Yona Sosy rozrósł się w dużą grupę partyzancką, która przyjęła nazwę Movimiento Revolucionario 13 de Noviembre, w skrócie: MR-13. Na początku roku 1962 grupa stoczyła pierwsze potyczki z wojskiem. Wieść gruchnęła po świecie, że Gwatemala ma partyzantkę. Na taką wiadomość w Ameryce Łacińskiej pierwsi ruszają do czynu trockiści. Wszystkich trockistów latynoskich można by prawdopodobnie zmieścić w jednej dużej kawiarni, ale są to ludzie fanatyczni i bardzo ruchliwi. Jednym z centrów trockizmu – jeżeli można użyć tak dużego słowa dla tak małego ruchu – jest Meksyk. Właśnie z Meksyku przedostaje się do grupy Yona Sosy kilku trockistów. Yon Sosa ma w tym czasie dwadzieścia trzy lata, jego orientacja w świecie ideologii jest właściwie żadna. To, co porucznik wie, i to, co mówi, sprowadza się do ogólnej tezy; że trzeba walczyć z imperializmem USA o powszechną sprawiedliwość społeczną. Turcios Lima, który podobnie jak Yon Sosa nie jest ideologiem, uważa, że ruch powinien być gwatemalski, że nie trzeba mu podejrzanych cudzoziemców, i na tym tle dochodzi między kolegami do sporu. W rezultacie Turcios odchodzi z grupą ludzi i tworzy własny oddział, dając mu nazwę Fuerzas Armadas Rebeldes (FAR). Mimo tej separacji oba oddziały – albo jak mówi się w języku partyzantów latynoskich: oba fronty – utrzymują kontakt i prowadzą wspólną walkę (Yon Sosa w końcu owych trockistów wyrzucił).
W roku 1963 partyzanci kontrolują już część Gwatemali, a wojska rządowe znajdują się w defensywie. […]
W historii ruchów partyzanckich Ameryki Łacińskiej nie było w ostatnich latach ani jednego wypadku, żeby sama armia danego kraju była zdolna taki ruch zlikwidować czy chociażby poważnie go osłabić. Zawsze występują dwie wyraźne fazy działań operacyjnych. W pierwszej – pojawia się partyzantka, która zaczyna stopniowo zdobywać teren. W drugiej – przyjeżdżają amerykańscy rangers, którzy zaczynają realizować plan nazwany w ich języku „okrążeniem i likwidacją”. […]
Totalna ofensywa przeciw partyzantom zaczyna się w 1966 roku. Ruch partyzancki przeszedł w tym czasie poważną ewolucję ideową: do ruchu włączyła się partia komunistyczna (Partido Guatemalteco del Trabajo). Jedna z rezolucji partii mówi, że „ponieważ klasy reakcyjne posługują się metodami ekstremistycznymi i ponieważ oddały one władzę wojsku, siły rewolucyjne zostały zmuszone uciec się do metod ekstremistycznych... Naród Gwatemali musiał wejść na drogę walki zbrojnej, ponieważ siły reakcji stawiają morderczy opór wszelkim przemianom demokratycznym”.
W warunkach Gwatemali dyskusja na temat słuszności czy niesłuszności metod tak zwanego terroru indywidualnego jest bezprzedmiotowa, ponieważ w kraju tym jest to jedyna możliwa metoda walki i wręcz jedyna możliwa forma samoobrony. Tylko ludzie, którzy znają partyzantów gwatemalskich z relacji „New York Times’a”, mogą twierdzić, że partyzanci nie rozumieją czy nie doceniają pracy wśród mas, kształtowania świadomości itd. Rozumieją doskonale, tylko że nie sposób wiele zrobić. System kontroli i represji jest tak szczelny, że nie ma gdzie palca wcisnąć.
Dawniej partyzanci próbowali organizować na wsiach wiece, pogadanki itd., próbowali uświadamiać. Na drugi dzień przychodziło do wsi wojsko i urządzało masową egzekucję tych wszystkich chłopów, którzy byli na wiecu. Liczba ofiar była tak duża, że trzeba było tej formy pracy zaniechać. Ulotki, gazetki, broszury – to wszystko nie wchodzi w rachubę, ponieważ cała wieś jest analfabetyczna.
Na to wszystko nakłada się cztery i pół wieku stosunków rasistowskich, zapoczątkowanych jeszcze przez kolonializm hiszpański. Należy ogarnąć cały dramatyzm tej wojny i wielką tragedia ludzi, którzy w niej walczą. Bo partyzanci rekrutują się w większości z miasta. Miasto to biali i Metysi, a wieś to Indianie: Miasto żyło setki lat z potu i z krwi indiańskiej, chłopskiej. Teraz chłop-Indianin nie ufa ludziom z miasta, nienawidzi ich, nie znają nawet swoich języków. I oto partyzanci – w większości biali i Metysi – walczą w obronie chłopa-Indianina i giną w tej walce z rąk szeregowca gwatemalskiego, który jest Indianinem w służbie krwawej dyktatury, żywiącej się jego własną nędzą i ciemnotą.
Czy można w tym miejscu nie pomyśleć o straszliwej samotności partyzanta, który ginie w tej wojnie?
Nasz partyzant miał poczucie, że stoi za nim naród. W Gwatemali nie ma narodu, osiemdziesiąt procent ludności nie zna słowa ojczyzna, nie wie, co to pojęcie oznacza.
W końcu 1966 roku zginął Turcios Lima, a potem – inny z dowódców: Rolando Herrera. Życie partyzanta gwatemalskiego trwa średnio trzy lata. Przeciętny wiek: dwadzieścia dwa lata. Z pierwszego oddziału Yona Sosy nie żyje nikt. Są to fakty w Gwatemali powszechnie znane i chłopak, który decyduje się wstąpić do ruchu, wie, co go czeka. Na tym polega jeden z problemów tutejszej partyzantki: brak doświadczonych ludzi. Brak w partii i brak w oddziałach, ponieważ człowiek, który zaczyna w tym kraju walczyć, żyje krótko. […]
Ruch partyzancki w mieście dzieli się na dwie formacje:
Brigadas Permanentes de Combate (BPC) – są to oddziały akcji zbrojnej; to one staczają potyczki, wykonują wyroki, porywają, konfiskują pieniądze w bankach, dokonują aktów sabotażu itd.
Unidades de Autodefensa (UAD) – mają dwa zadania: prowadzą wszelkiego rodzaju działalność polityczną, propagandową, strajkową. Na przykład zajmują radiostację i nadają komunikaty FAR. UAD odpowiadają również za zaopatrzenie oddziałów leśnych, których wielkim problemem jest brak żywności. W lasach nie ma co jeść, a wsie są zbyt biedne, żeby wyżywić partyzantkę. Nie ma natomiast problemu pieniędzy, ponieważ ruch partyzancki finansuje miejscowa oligarchia w następujący sposób: FAR porywa bogatego bankiera, fabrykanta czy plantatora, który zostanie wypuszczony po zapłaceniu przez rodzinę okupu, najczęściej w wysokości ćwierć miliona dolarów: taka jest stawka akceptowana przez obyczaj. Wyobraźmy sobie bogactwo tych rodzin w ubogim, zacofanym państewku, wypłacających co jakiś czas ćwierć miliona dolarów bez większego dla siebie uszczerbku. Zdobyte w ten sposób kwoty idą w części na potrzeby ruchu, a w części zostają rozdzielone między chłopów.

inne książki tego autora
Koszyk jest pusty
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2018 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL